Strona główna » Rynek » Headhunter jak detektyw?

Data dodania: 06-09-2008, ostatnia modifykacja: 8 lat, 4 miesiecy, 2 tygodni, 2 dni, 5 godzin, 22 minut temu

Oceń to:

Ocena użytkowników:

brak ocen

 Headhunter jak detektyw?

Coraz częściej słyszymy o heandhunterach szpiegujących w sieci potencjalnych pracowników. Podobno zbierają w ten sposób informacje, których w naszych CV próżno szukać. Jednak specjaliści od rekrutacji uspokajają - nasza prywatność nie jest zagrożona.

Internet to miejsce, gdzie codziennie praktycznie każdy z nas spędza wiele godzin. Pozostawia w nim ślady swojej bytności, uczestnicząc w forach dyskusyjnych, prowadząc bloga, czy też po prostu odwiedzając ulubione strony. Informacje o naszych preferencjach wykorzystują już sprzedawcy różnych dóbr i usług, śledząc nasz pobyt w sieci, a od jakiegoś czasu dołączyli do nich również headhunterzy. Jak daleko jednak posuwają się w poszukiwaniach idealnych kandydatów? Czy należy bać się, że kilka fałszywych kliknięć może zrujnować naszą karierę?

O potencjale drzemiącym w sieci opowiada Piotr Siewierski, konsultant agencji doradztwa personalnego Hays Poland.

Piotr Siewierski, konsultant agencji doradztwa personalnego HaysNa ile w rekrutowaniu pracowników przydaje się internet?

W przypadku poszukiwań wysoko wykwalifikowanych specjalistów lub osób posiadających rzadkie doświadczenie, niezbędne jest prowadzenie poszukiwań bezpośrednich. Kluczowym zagadnieniem jest identyfikacja osób z określonych firm, odpowiednich stanowisk, a w dalszej kolejności nawiązanie z nimi kontaktu. Najprostszym sposobem na odszukanie namiaru na kandydata są portale networkingowe. Najczęściej używanym w tym zakresie polskim portalem jest GoldenLine. Spośród zagranicznych warto zajrzeć na LinkedIn, zawierający bardzo wiele ciekawych profili kandydatów. Osoby, które chcą na bieżąco monitorować sytuację na rynku pracy powinny wyeksponować swój profil w portalach networkingowych, oraz na bieżąco go uaktualniać.

Kogo najczęściej poszukujecie w taki sposób?

Mimo najszczerszych chęci - absolwenci bez doświadczenia nie będą przebierać w bezpośrednio kierowanych do nich ofertach. Trzeba mieć na uwadze, ze żaden pracodawca nie zdecyduje się na opłacenie agencji świadczącej usługi typu direct search w przypadku projektów rekrutacyjnych, które można zamknąć za pomocą ogłoszenia w internecie. Najczęściej poszukiwanymi przez headhunterów osobami sa te, które posiadają wieloletnie doświadczenie, oraz wąską, rzadko spotykaną specjalizację, mające doświadczenie w pracy w renomowanych firmach. I zwykle są to osoby, dla których zmiana pracy nie jest priorytetem. Celem poszukiwań bezpośrednich prowadzonych rzadko będą osoby, którym zależy na tym żeby były znalezione.

 

Gdzie jeszcze szuka się pracowników w sieci?

To np. firmowe strony internetowe, portale branżowe, spisy członków stowarzyszeń zawodowych, listy uczestników konferencji i sympozjów, wypowiedzi w internetowych wydaniach gazet i innych periodyków, fora dyskusyjne, stenogramy posiedzeń różnych gremiów, listy laureatów konkursów branżowych, informacje o awansach i nowych twarzach w firmach, a także jedno z najpotężniejszych, choć na pierwszy rzut oka niepozornych, narzędzi - wyszukiwarka Google. Doświadczony headhunter przy użyciu odpowiednich kombinacji słów kluczowych odnajdzie każdego, o kim w czeluściach internetu pojawiła się choćby najmniejsza wzmianka. Ocena potencjału danego kandydata odbywa się już za pomocą odpowiednich, często skomplikowanych narzędzi rekrutacyjnych, ale rzadko na odległość, bez bezpośredniego kontaktu. Internet to świat pełen zdawkowych informacji, które pozwalają jedynie na zidentyfikowanie pożądanej osoby, a nie na jej ocenę pod kątem konkretnego stanowiska i wymagań stawianych przez pracodawcę.

Czy śledzicie na jakie strony wchodzą osoby, które was interesują? Czytacie ich wpisy na forach?

Jak już mówiłem poszukujemy specjalistów - osób, do których nie dotrze się za pomocą zwykłego ogłoszenia. To nie są raczej osoby, które zakładają publiczne profile czy udzielają się na forach. Nie interesują nas ich prywatne zainteresowania, ale zawodowe umiejętności i dotychczasowa kariera. Nie jesteśmy detektywami.



Z tą opinią zgadza się Marek Suchar z firmy doradztwa personalnego IPK: - Oczywiście internet jest bardzo ważnym źródłem informacji o potencjalnych kandydatach. Najczęściej dotyczą one ich zawodowej lub publicznej działalności, czasami uprawianego hobby (np. udziału w konkursach, zawodach, przynależności do rozmaitych stowarzyszeń itp.). Większość kontaktów z mediami (np. wypowiedzi do prasy) również pozostawia po sobie takie ślady w internecie - mówi Suchar. - Nie słyszałem jednak od kolegów z branży, żeby ktoś szpiegował aktywność internetową kandydatów. Po pierwsze byłoby to dość skomplikowane technicznie i kosztowne, a po drugie kompletnie nieużyteczne. Każdy, kto ma choć niewielki kontakt z profesjonalną działalnością rekrutacyjną wie, że w rzeczywistości decyzje rekrutacyjne opierane są o dość twarde dane dotyczące głównie doświadczenia i kompetencji zawodowych. Analiza stylistyczna czy językowa wypowiedzi zamieszczonych przez kogoś w komunikatach internetowych byłaby jednym z głupszych sposobów zbierania informacji o potencjalnych kandydatach. I w dodatku całkowicie zawodnym. Już widzę tych konsultantów, którzy na podstawie analizy czyjejś interpunkcji oceniają przydatność do pracy głównego księgowego, szefa logistyki czy HR managera albo wyrokują na temat potencjału menedżerskiego danej osoby. Taki sposób postępowania uważam zresztą nie tylko za bezużyteczny, ale i nieetyczny - dodaje Suchar.

Wydaje się więc, że zwykli użytkownicy internetu mogą na razie spać spokojnie, a ich prywatność jest chroniona. Warto jednak pamiętać, że dane które udostępniamy publicznie stają się de facto naszą wizytówką w sieci, tym bardziej więc warto zadbać o nią, kiedy ubiegamy się o pracę. Dociekliwy przyszły pracodawca może znaleźć tam informacje, którymi niechętnie podzielilibyśmy się w swoim CV.

 

Art. Agnieszka Andrzejczak gazeta.pl

Share/Save/Bookmark

Zarejestruj się

Nowości z forum
dbase error